Ustrzyki Dolne
piątek, 4 maja 2018

Bieszczady na starej fotografii. Bieszczadzkie domy i drogi...

Bieszczady na starej fotografii. Bieszczadzkie domy i drogi...

Kontynuujemy cykl prezentujący Bieszczady w archiwalnych fotografiach. Zbigniew Maj z Wetliny, przewodnik turystyczny, redaktor naczelny czasopisma „Bieszczady Odnalezione”, inspirowany starymi fotografiami, przypomina czytelnikom Gazety Bieszczadzkiej, jak to onegdaj w Bieszczadach bywało.

Budowa obwodnicy bieszczadzkiej, rozpoczęta w połowie lat pięćdziesiątych była niezwykle ważnym wydarzeniem dla mieszkańców najdalej na południe położonych bieszczadzkich wiosek. Przez kilka pierwszych lat od powstania tutaj osad leśnych, żyli oni w skrajnie trudnych warunkach. Istniejące wtedy, przedwojenne jeszcze drogi niezwykle utrudniały komunikację, toteż pracownicy leśni z Wetliny, Nasicznego, Dwernika, czy Zatwarnicy praktycznie odcięci byli od świata. W wielu miejscach nie było nawet mostów, a rzeki pokonywało się korzystając ze starych brodów. Podróżowało się na piechotę, lub furmanką. Do najbliższych miejscowości, do których kursowały wtedy autobusy, trzeba było pokonać niekiedy kilkadziesiąt kilometrów. Uniemożliwiało to normalne funkcjonowanie, istniejących wówczas najdalej położonych osad leśnych. Dotkliwy był nie tylko brak zaopatrzenia w niezbędne produkty, ale również brak prądu. Długie, zwłaszcza zimowe wieczory spędzano przy świetle lamp naftowych.

Nie dziwi zatem fakt, że mieszkańcy tych odległych wiosek z radością przyjęli wiadomość o budowie szosy, i z niecierpliwością oczekiwali chwili, gdy dotrze ona do ich miejscowości. Budowa szosy umożliwiła kolejne inwestycje – elektryfikację tych najbardziej oddalonych od ośrodków miejskich terenów oraz wznoszenie murowanych obiektów. Z punktu widzenia gospodarki leśnej natomiast, dawała możliwość uruchomienia na większą skalę transportu kołowego, jako uzupełnienie istniejącego już kolejkowego.

Fot. 1. Prezentowe dzisiaj zdjęcie archiwalne wykonano w w Wetlinie, latem 1961 roku. Jest ono bardzo cenne dla poznania najnowszej historii tej miejscowości. Widzimy na nim pierwsze murowane osady robotnicze w trakcie ich budowy. W tym czasie, nową szosą można było już dojechać do Wetliny i Ustrzyk Górnych. Obwodnica jeszcze nie istniała, gdyż jak nam wiadomo, inwestycję zakończono w następnym, 1962 roku. Istniała natomiast widoczna na zdjęciu linia telefoniczna. Doprowadzono ją do miejscowości jeszcze w pierwszej połowie lat 50., by połączyć ze światem dwie istniejące tu, ważne instytucje. Jako pierwszy powstał tutaj, jeszcze na początku owej dekady, istniejący do dzisiaj murowany posterunek WOP. Nieco później, w połowie lat 50. zbudowano siedzibę Nadleśnictwa Wetlina, którą autor zdjęcia miał za plecami w odległości kilkudziesięciu zaledwie metrów. Kolejka wąskotorowa natomiast wyposażona była we własną linię telefoniczną, biegnącą tuż przy torowisku. Stare słupy nieczynnej obecnie na tym odcinku linii kolejkowej, można jeszcze zobaczyć w wielu miejscach przy jej nasypie.

W kolejnych miejscowościach, do których docierała szosa asfaltowa, pojawiała się też elektryczność. Instalowano linię równolegle z budową szosy. W naszym domu elektryczność pojawiła się już w 1962 roku. Widoczne na zdjęciu trzy murowane domy zlokalizowane są w sąsiedztwie biurowca ówczesnego Nadleśnictwa Wetlina. W niewielkiej odległości od miejsca, gdzie stał fotografujący, po drugiej stronie szosy, od kilku już lat istniał drewniany budynek hotelu pracowniczego dla wozaków. Początkowo mieściło się w nim mieszkanie dla pracowników i stajnia dla koni. Budynek, przebudowany po pożarze, stoi do dzisiaj. W latach 70/80-tych mieścił się w nim słynny na całą okolicę „Klub Leśnika”.

W widocznych na fotografii domach mieszkały po dwie rodziny pracowników nadleśnictwa. Były tam mieszkania dla sekretarza i księgowego tejże instytucji oraz mieszkanie zwane gościnnym, dla specjalnych gości nadleśnictwa.

Budynki wymurowano z cegły, którą dowożono z cegielni w Hoczwi. W sąsiedztwie każdego domu powstały także obiekty gospodarcze. Widzimy na zdjęciu ściany pierwszego z trzech istniejących do dzisiaj budynków. W miejscu kolejnych dwóch ujrzeć można ułożone stosy cegieł oraz studnię. Budując wszystkie osady leśne, również te drewniane, zaczynano od wykopania studni, gdyż woda, jak wiadomo, niezbędna jest na każdej budowie. Budując drewniane osady należało najpierw wylać betonowe fundamenty, i wymurować kominy, a do tego także potrzebna była woda. Wszystkie te studnie pozostawiono dla mieszkańców tychże osad. Wiele z nich niestety w późniejszym czasie zasypano.

Równolegle z widocznymi na zdjęciu, budowano wtedy pozostałe domy murowane w Wtelnie. Dwa na terenie leśnictwa Stare Sioło, kolejne trzy w Zabrodziu, i trzy w leśnictwie Rawka. W tamtym czasie wybudowano też duży sklep z mieszkaniem na poddaszu oraz budynek szkoły podstawowej. W roku 1963 zaczęły regularnie kursować autobusy PKS. Były to początkowo niewielkie i mało komfortowe pojazdy marki „San”, następnie bardziej udane „Jelcze”, zwane „ogórkami”. Życie mieszkańców tych odległych wiosek stało się o wiele łatwiejsze. Można już było wygodnie podróżować do najbliższych miast na zakupy, lub dla załatwienia jakiejś sprawy urzędowej.

Szosa umożliwiła zwiększony ruch turystyczny. Bieszczady stały się bardzo popularne. Wtedy też pojawił się w Wetlinie Lutek Pińczuk, który po kilku latach żmudnych prac remontowych uruchomił słynne schronisko na Hasiakowej Skale. W sąsiedztwie połonin pojawiły się tysiące „plecakowców” i setki różnokolorowych namiotów, rozsianych po kwiecisty łąkach bieszczadzkich dolin.

Innym interesującym szczegółem zdjęcia są widoczne nieco w głębi, po lewej stronie, długie białe baraki. Były to hotele robotnicze. Wtedy nazywano je także koszarami, jako że mieszkali tam żołnierze z jednostek inżynieryjnych, dzięki którym szosa dotarła w sąsiedztwo połonin. W jednym z baraków miał gabinet lekarz wojskowy, który przyjmował też miejscowych pacjentów, czyli rodziny pracowników nadleśnictwa.

Stały tam trzy drewniane baraki, doskonale widoczne na zdjęciu. Jeszcze dzisiaj zobaczyć można ich pozostałości w postaci resztek betonowych fundamentów i wymurowanych z cegły piwnic. Piwnice były dwie, obydwie zachowały się do dzisiaj. Jedna pełniła zapewne funkcję kotłowni z piecem, gdyż zachował się przy niej fragment solidnego komina. Druga, znacznie większa, była zlokalizowana pod pomieszczeniem stołówki, i była piwnicą gospodarczą, na ziemniaki oraz inne warzywa. Wszystkie te baraki rozebrano w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych, ponieważ w sąsiedztwie istniał już hotel robotniczy, będący własnością nadleśnictwa.

Na prawo od owych baraków, na szczycie wzgórza, które od powstałego tam leśnictwa zyskało nazwę Beskidnik, widzimy trzy drewniane budynki. Są to - leśniczówka "Beskidnik" właśnie oraz dwie osady robotnicze. Nad nimi, na grzbiecie dominującej na zdjęciu góry Jawornik widać rozległą polanę. Pamiętam czasy, gdy polany te  nie były  jeszcze zalesione, i obfitowały w ogromne ilości borówek. Chodziliśmy tam na nie, i sprzedawaliśmy w miejscowym skupie, a zarobione pieniądze przeznaczaliśmy na słodycze i przybory szkolne. Potem większość z tych polan przestała istnieć. Jednak łatwo je odnaleźć, gdyż ciemniejsza zieleń posadzonych tam świerków, odróżnia się od jaśniejszych lasów bukowych. Niezalesione pozostały do dzisiaj dwie polanki po stronie północnej, w sąsiedztwie najwyższego punktu Jawornika, zwanego dawniej Sękową, z których roztacza się piękny widok na dolinę Wetliny oraz rozległe polany na samym grzbiecie Jawornika oraz po jego stronie południowej.

Fot. 2. Zdjęcie współczesne ukazuje ten sam  wycinek krajobrazu, ale jakże już inny widok. Trzy murowane domy leśne, które latem 1961 roku dopiero zaczynano budować, istnieją nadal. Zostały w latach późniejszych przebudowane i rozbudowane, zatracając swoją pierwotną formę. Zniknęły wielkie baraki-koszary, które przez długi czas były dominującym elementem krajobrazu tej części wsi. Na szczęście istnieją nadal drewniane budynki na Beskidniku, leśniczówka i osady pracownicze. Wszystkie zachowały swój pierwotny charakter, toteż wędrując szlakiem zielonym na Jawornik, warto zatrzymać się tam choćby na moment, by poczuć klimat tamtych lat.

Zdjęcie archiwalne – Zbigniew Zębik

 

Bieszczady na starej fotografii. Bieszczadzkie domy i drogi...
autor: ZM