Ustrzyki Dolne
sobota, 10 marca 2018

Andrzej Borowski. Wolność, to podstawa...

Andrzej Borowski. Wolność, to podstawa...<br/>fot. Monika Patkowska
fot. Monika Patkowska

Andrzej Borowski, bieszczadzki artysta malarz, rzeźbiarz, fotografik. Ostatnio także aktor, bohater wierszy i piosenek. Jedna z najbardziej barwnych i charyzmatycznych postaci opowiedział o tym o czym dotąd mówić nie chciał.

Mira Zalewska: Nie kwapiłeś się do udzielania wywiadu, bo, jak powiedziałeś nie lubisz przesłuchań. Zatem po prostu porozmawiamy sobie. Prawdziwe przesłuchania, no wiesz, takie policyjne, nie są Ci obce?
Andrzej Borowski:
No... nie są. Pierwszy raz byłem przesłuchiwany kiedy gwizdnąłem kruka z zoo we Wrocławiu. Jak miałem 9 lat, byłem w zoo z ojcem (wrocławskim artystą plastykiem) i ten kruk zapytał „idziemy do szkoły?”. Głos miał nie taki skrzeczący jak papugi, tylko zwyczajny, ludzki. Strasznie żal mi go było, że w tej klatce siedzi, więc jak już byłem dorosły ukradłem go z tej klatki. Stary już był i chory. Zawiozłem go do stacji badawczej w Czempiniu koło Poznania.
MZ: Wydało się, że to Twoja robota ta kradzież i co?
AB:
I wyrok w zawieszeniu, ale nie to było straszne. Okazało się, że ten kruk nie potrafi być wolny. Został w tej stacji. Chociaż mógł wreszcie latać wysoko, to krążył w kółko tylko w takiej przestrzeni jaką miał w tej klatce w zoo, nie oddalił się ani na metr. To był najsmutniejszy widok w całym moim życiu.
MZ: Podobno już Twoje narodziny wskazywały, że przeciętny nie będziesz?
AB:
Najwyraźniej (śmiech). Ważyłem 6 kilogramów i wszystkie gazety pisały o mnie „największe dziecko ziem odzyskanych”. Ojciec kupił te wszystkie gazety, nie wiem gdzie są dzisiaj, może kiedyś znajdą się przypadkiem.
MZ: Dzisiaj też maluszkiem nie jesteś!
AB:
Nie śmiej się, właśnie dlatego, że byłem taki wielki, rodzice mieszkanie od państwa polskiego dostali!
MZ: Piszą o Tobie, że kiedy zamieszkałeś w Bieszczadach, miałeś wilki i uczyłeś je tańczyć. Co to był za taniec, kankan czy tango?
AB:
Nigdy nie miałem wilków. Wilka nie można mieć! Żyłem z nimi, bo pozwoliły mi na to, przyjęły do watahy. Nie byłem ani ich właścicielem ani opiekunem. Szybko mi pokazały, jakie miejsce w niej zajmuję.
MZ: Zębami Ci pokazały?
AB:
No prawie... Kiedyś zacząłem się z jednym wilkiem bawić, machałem mu pod nosem zającem...
MZ: No chyba nie żywym?!
AB:
No pewnie, że martwym! (chwytając się za głowę). Jezu, ale Ty mi pytania zadajesz... No i kiedy tak się z nim drażniłem, nagle rozdarł tego zająca, rozerwał na pół i pobiegł. Ale za chwilę wrócił, przytknął mi pysk do szyi, no wiesz, do gardła....
MZ: Blizny jakoś nie widzę...
AB:
Bo tylko mi pokazał, jakby powiedział „nie rób tego więcej, nie baw się ze mną jak tatuś z dzieckiem, bo nim nie jesteś”. Miałem nauczkę. Wilki to nie psy, nie można ich mieć, nie można nimi rządzić.
MZ: Znasz dalsze losy tej watahy? Wiesz gdzie teraz żyje?
AB:
No znam. Myśliwi je pozabijali. Nie pytaj mnie skąd to wiem, ale wiem na sto procent. Niestety.
MZ: Za to nie lubisz myśliwych?
AB:
Czy nie lubię? Niektórych nie lubię, ale to głównie myśliwi mnie nie lubią. Chociaż też nie wszyscy, często dostawałem od nich mięso z upolowanej sarny albo jelenia.
MZ: Czyli zjadasz zwierzęta?
AB:
Jem mięso. Zwierzęta też siebie zjadają, jedne drugich. Natura.
MZ: Jedna z krążących o Tobie legend głosi, że niedźwiedzie łapy Ci podają na powitanie.
AB:
No nie, (śmiech) łapy mi nie podał żaden, ale kiedyś, jak siedziałem w czatowni obserwując niedźwiadki, jeden oparł się o ścianę i wsadził łapę przez otwór, to go pogłaskałem po pazurach. Na szczęście nie wszedł do środka.
MZ: Widziałeś filmik Kazimierza Nóżki (nadleśniczy w Nadleśnictwie Baligród przyp. red.), który zapobiegł atakowi wilków na niedźwiadki? Spory wynikły, czy powinien w na turę się wtrącać.
AB:
W zasadzie nie powinno się wtrącać, ale ja tam go dobrze rozumiem, w takich sytuacjach emocje się włączają i czasem decydują o reakcji. To ludzkie przecież, naturalne, bo przecież człowiek  też jest częścią natury. Ja się nauczyłem, że nie muszę filmować. Siedzę w czatowni, czekam, aż się doczekam. Przychodzą zwierzęta, różne, a ja obserwuję je, patrzę na to co się dzieje i jestem szczęśliwy, że mam to dla siebie, że nie muszę tego filmować, nikomu niczego udowadniać, po prostu chłonę to co widzę i jestem cholernie szczęśliwy.
MZ: Znasz Bieszczady lepiej niż ktokolwiek, co?
AB:
Wcale nie. Mieszkałem w wielu miejscach, w Mucznem, Chmielu, Zatwarnicy, ale jestem chyba jedynym bieszczadnikiem, który nie był na Tarnicy. Na Wołosatym za to mieszkałem trzy lata, ale piechotą musiałam wchodzić. Jechałem na koniu, ale stanął i powiedział, żebym spadał, bo nie ma zamiaru dalej mnie taszczyć na plecach, bo mu ciężko. Co miałem zrobić, he he, zapierniczałem na piechotę od tamtej pory.
MZ: Wróćmy do przesłuchań.
AB:
Musimy?
MZ: Trzeba wyjaśnić kilka legend o Tobie. Poza tym krukiem, jeszcze kogoś uszczęśliwiałeś niezgodnie z prawem?
AB:
No, próbowałem... W latach dziewięćdziesiątych przeprowadzaliśmy grupę uchodźców od ukraińskiej granicy, przez góry.
MZ: Zarabiałeś na ludzkiej tragedii?
AB:
(łapiąc się za głowę) Jakie „zarabiałeś”? Nie brałem za to kasy, chciałem pomóc i zobaczyć na własne oczy jak to się odbywa. Ale nic z tego nie wyszło. To byli Kurdowie, czterdzieści osób, połowa to kobiety, bez butów, albo w jakichś tenisówkach, a tu śniegu po pachy, dwadzieścia stopni mrozu. Nie było szansy żeby ich przeprowadzić żywych. (...)

(Cały obszerny wywiad w GB o6 - zapraszamy do zakupu PDF)

FOT. ARCHIWUM PRYWATNE ANDRZEJA BOROWSKIEGO UDOSTĘPNIONE GB

 

Andrzej Borowski. Wolność, to podstawa...<br/>fot. Mateusz Matysiak
fot. Mateusz Matysiak
autor: ZM