Ustrzyki Dolne
środa, 8 sierpnia 2018

Bieszczadzki Ekspresss zniknie z Soliny?

Bieszczadzki Ekspresss zniknie z Soliny?

Właściciel Bieszczadzkiego Ekspresssu, który od 10 lat wozi turystów w okolicach Polańczyka mówi, że będzie musiał zamknąć działalność. - Niestety wójt nie dał nam pozwolenia na zatrzymywanie się na gminnych przystankach, co uważam, za niezgodne z prawem. Napisałem odwołanie ale wójt ignoruje moje pisma – mówi Stanisław Klepek, właściciel kolejki.

Wydawałoby się, że Bieszczadzki Ekspresss już na stałe wpisał się w krajobraz Soliny. Już nawet miejscowi się przyzwyczaili, że jak jedzie ten mały pociąg, to trzeba „swoje odstać”. - Lepiej jednak by turyści tak zwiedzali okolicę niż mieli jeździć wszędzie samochodami i jeszcze bardziej korkować drogi – mówią mieszkańcy Polańczyka.

Niestety wszystko wskazuje na to, że Bieszczadzki Ekspresss zniknie z atrakcji gminy Solina. - W tym roku, po raz pierwszy nie dostaliśmy pozwolenia na korzystanie z przystanków zlokalizowanych na terenie gminy – mówi Stanisław Klepek. - W piśmie wójt Piątkowski poinformował nas, że nie ma podstaw by wydać takie pozwolenie. To co najmniej dziwne, bo przez 10 lat mogłem się zatrzymywać bez przeszkód.

W postanowieniu wójta Gminy Solna, które przekazał nam pan Klepek (od red. wójt Adam Piątkowski nie odpowiedział nam na nasze zapytanie w tym temacie) czytamy, że odmawia wszczęcia postępowania w sprawie wyrażenia zgody na korzystanie z przystanków zlokalizowanych na terenie gminy, w miejscowości Polańczyk. „(..) odmowa wszczęcia ma miejsce m.im. Wówczas, gdy brak jest podstawy materialnoprawnej do rozpatrzenia żądania strony w trybie administracyjnym. Dotyczy to sytuacji, gdy nie ma przepisu prawnego, na podstawie którego można wydać rozstrzygnięcie w przedmiocie żądania strony. Sytuacja taka ma miejsce w niniejszej sprawie.”

Dalej czytamy m.in., że odmawiając wszczęcia postępowania wójt wskazał, że zgodnie z art. 4 pkt 8 ustawy z 6 września 2001 roku o transporcie drogowym linia komunikacyjna, jest to połączenie na określonej drodze między przystankami wskazanymi w rozkładzie jazdy, po której odbywają się regularne przewozy osób, natomiast art 4 pkt 8a wskazuje, że przystanek to miejsce przeznaczone do wsiadania lub wysiadania pasażerów na danej linii komunikacyjnej, odpowiednio oznaczone itp.

„Jak wskazuje definicja w ww. ustawie przewoźnik drogowy jest to przedsiębiorca uprawniony do wykonywania działalności gospodarczej w zakresie transportu drogowego. Odnosząc się do powyższych zapisów art 18b ust. pkt 1 określa zasady wykonywania przewozów regularnych i wyraźnie wskazuje, że do przewozu używane są wyłącznie autobusy” - pisze wójt.

Pan Stanisław przypomina, decyzję na podstawie której mógł korzystać z gminnych dróg dostał 10 lat temu. - I skoro ustawa, którą cytuje wójt obowiązuje od 2001 roku, to dlaczego dopiero teraz odmawia mi korzystania z przystanków. Poza tym, ja mu tłumaczyłem, że do tej pory działałem na podstawie ustawy o prawie drogowym § 65. Moja kolejka to obudowany traktor, który spełnia wszystkie wymogi bezpieczeństwa. Jestem ubezpieczony i zarejestrowany. Prowadzę pojazd wielobieżny i spełniam wszystkie warunki, które są w przepisach o prawie drogowym – przekonuje właściciel Bieszczadzkiego Ekspresssu.

- Nie wiem skąd się teraz bierze niechęć wójta do mnie. Najpierw pozbawił mnie możliwości korzystania dzierżawy stoiska od strony Jaworu, ok, przełknąłem to, ale teraz kolejka. To już dla mnie jest krok w stronę upadłości – mówi zdenerwowany. - Rozmawiałem z nim, proponowałem polubowne załatwienie sprawy, że mogę np. dzieci z naszych szkół wozić za darmo na wycieczki, to mi odpowiedział, że szkoły mają pieniądze i mogą sobie za to zapłacić. No ręce opadają...

Pan Stanisław poszedł kilkanaście dni temu do wójta na rozmowę, którą nagrał. - Wolę się zabezpieczyć. Proszę odsłuchać co mówi – jasno powiedział, że nie jestem mieszkańcem gminy i dlatego nie dał pozwolenia. To jest sprzeczne z Konstytucją – nie można dyskryminować ludzi ze względu na miejsce zamieszkania - denerwuje się pan Klepek i dodaje, że pismo w tej sprawie skierował już do wojewody podkarpackiego i Rzecznika Praw Obywatelskich.

Jego zdanie podziela również radny Gminy Solina Łukasz Dytkowski. - To jest jawna dyskryminacja. Wójt od dawna stara się wyrzucić z terenu gminy przedsiębiorców, którzy nie są mieszkańcami gminy. Rozumiem, że trzeba wspomagać rozwój miejscowych inicjatyw, ale trzeba to robić zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa. Dodatkowo pan Klepak skarży się, że jest nękany przez policję, która tylko jemu wypisuje mandaty za zatrzymywanie się na przystankach, chociaż taką działalność w gminie prowadzą jeszcze dwa podmioty - mówi radny. - Skoro wójt nie pozwala się zatrzymywać na przystankach, a nie wymyślił nic w zamian, to świadczy to o braku myślenia gospodarza. Jest to atrakcja turystyczna na niepogodę, a na dodatek darmowa dla gminy.

- To prawda, dostałem już trzy mandaty i mam wrażenie, że policja wyjątkowo interesuje się tylko moją ciuchcią. Nie przeszkadza mi konkurencja, to nawet dobrze, że w gminie się ożywiło, ale dlaczego tylko ja jestem nękany? Jak tak będzie dalej, to najprawdopodobniej przeniosę swój biznes. Już jedno z okolicznych miast zagwarantowało mi swobodne poruszanie się po ich terenie. Skoro mnie tu nie chcą... - mówi przedsiębiorca.

Co ciekawe Bieszczadzki Ekspresss, który nie dostał od wójta pozwolenia na zatrzymywanie się na przystankach na terenie gminy Solina, wciąż istnieje na jej stronie jako jedna z atrakcji turystycznych.

Do tematu będziemy powracać.

FOT. BIESZCZADZKI EKSPRESSS

 

autor: paba